Kalendarz imprez
  

KALENDARZ IMPREZ

 

 

Anna Mielniczyk - wernisaż wystawy 'Oczymgnienia', czynna do 19 czerwca
Data rozpoczęcia: 2011-06-04
Data zakończenia: 2011-06-19

Najnowsze obrazy Anny Mielniczyk stanowią niezwykle barwny cykl wciągających opowieści. Niektóre z nich snują się niespiesznie i po cichu, inne artykułowane są wyraźnie, pełnym głosem. Te swoiste „powidoki”, nazwane przez Autorkę „Oczymgnieniami”, mają taki właśnie impresyjny, nieco ulotny charakter. Są zapisem mijających chwil, doznań, uczuć i refleksji towarzyszących osobistym przeżyciom Artystki, jej codziennej wędrówki przez życie.

 

 

 

Przed oczami przesuwa nam się szeroka gama kolorów rozpinająca się od głębokiej, kryjącej niedopowiedzenia ultramaryny, przez prawdziwie wielki błękit, prawie fluorescencyjny szmaragd, ciepły piaskowy żółcień, aż po intrygujący amarant – tęcza w całej swej niewypowiedzianej, ale wymalowanej akrylami i olejami urodzie. Artystka odważnie fakturowo kładzie farby na płótno, grube smugi momentami budują relief, który współtworzy kompozycję, wnosi element anegdoty. To jednak kolor bezsprzecznie stanowi o kompozycji w malarstwie Anny Mielniczyk, jest przez to także głównym narratorem w jej obrazach. Do malarskiego unisono dołączają się szepty śladów rzeczywistości, czasem ledwo rozpoznawalnych kształtów z otaczającego nas świata. Jest twarz wyłaniająca się z tła, która przywodzi na myśl portrety z Fajum, jest uproszczona postać jeźdźca – dalekie echo obrazów Tadeusza Makowskiego, Waldemara Cwenarskiego czy wczesnych prac Józefa Hałasa, są wreszcie zarysy sylwetek ujrzane w „oczymgnieniu” Autorki.

 

 

 Nad prezentowaną obecnie serią obrazów unosi się jednak przede wszystkim duch malarstwa Piotra Potworowskiego – nieodmiennie, od dawna bliskiego Autorce. W paru kompozycjach zwraca uwagę wąski prostokąt, który staje się szczeliną wpuszczającą światło w mikroświat obrazów, przyczyniającą się do budowania ich przestrzenności, wielowarstwowości.

 

 

To z kolei powoduje, że płótna nabierają charakteru palimpsestów, odsłaniając  swoje kolejne oblicza, jeśli poddać je uważnej analizie. Dla mnie są one lirycznymi pejzażami, które jedynie sugerują istnienie szaro-blado różowej godziny zmierzchu, aksamitnej nocy, szmaragdowej toni rozświetlonej gęstwiny leśnej, intensywnej ciepłej intymności bliskiego nam wnętrza, ale też niepokoju płynącego ze spotkania z nieznanym. Obrazy Anny Mielniczyk pozostawiają szerokie pole interpretacyjne dla skupionego odbiorcy, rejestrują obserwacje przefiltrowane przez osobowość artystki, ale jednocześnie zapraszają do pięknej podróży w głąb samego siebie.      

  

Anita Wincencjusz-Patyna

 


 

Artystka o sobie:

 

"Zaczynam malować kiedy odczuwam w sobie tęsknotę, napięcie.
Często to, czego doświadczam wiąże się z tym, co widzę. To, co widzę wywołuje to,
co przeżywam.
Zaczynam malować kiedy znajduję w sobie uczucie, które jest nieokreślone. Wtedy chcę być z tym uczuciem malując.
Nie wiem czy jest pozytywne, czy negatywne, ale ja domagam się od siebie określenia treści, na których to uczucie się zbudowało. Chcę nieokreślone zamienić na określone.
To, co trudno mi przyjąć, chcę zamienić na inne. Może bardziej pozytywne, a może tylko inne? Nie wiem. Te treści zamieniam na symbole w postaci gestu malarskiego, formy i koloru.
Czasem także mam pragnienie, aby zmienić swoje negatywne uczucia, poprzez wyrażenie ich, rozładowanie. Wtedy pędzel jest narzędziem za pomocą którego, realizuję tę ochotę. Moja agresja posługuje się pędzlem, pędzel farbą a farba płótnem.
Zdarza się także, że mam ochotę na przygodę, zabawę, na spotkanie z kolorem.
Kolor jest dla mnie tym, co fascynuje. Kolorem mam ochotę wyrażać swoje emocje, albo stany trudniejsze do sprecyzowania nastroje.
Czasem wyobrażam sobie, że gama kolorystyczna jest czymś, co przychodzi do mnie, a ja ją tylko witam. Ale jednocześnie wiem, że to właśnie ja ją wywołałam.
Obraz uważam za skończony kiedy cieszę się, że jest. Zwykle ten stan nie trwa długo. Nadchodzi czas analizy, własnej oceny, sprawdzania. To jest trudny etap. Prowadzi niekiedy do całkowitej destrukcji obrazu.
W innych sytuacjach obraz przyjmuję. Jest mój, jest częścią mnie. Wiąże się z nim świadomość przebytej drogi, czasu, myśli i uczuć. Wtedy czuję z nim więź. Jest mi bliski, lubię go za to, że jest."